diki

Wyszukaj i Odsłuchaj. Mówiący słownik angielskiego online.

Kilka dni temu poproszono mnie o wyrażenia swojej opinii na temat jednego z nowych projektów edukacyjnych. Diki.pl bo o nim mowa to zdaniem twórców innowacyjny i multimedialny słownik języka angielskiego, który ma pomóc w nauce tego języka. Ok. Brzmi ładnie, ale… No właśnie to "ale". Na rynku istnieje wiele podobnych rozwiązań, które stawiają przed sobą podobne cele. Po co zatem tworzyć kolejne? W odpowiedzi na swoje obiekcje usłyszałem tylko:  "Wejdź na stronę i przekonaj się sam, a efekt Cię zaskoczy". Tak. I teraz poczułem się jak w kasynie siedząc przy stoliku do pokera: blefuje czy mówi prawdę? Nie ma co tworzyć zbędnej dramaturgii. Wchodzę na diki.pl

Wow. Wygląd strony prosty, żeby nie powiedzieć surowy. Wszystko przypomina klasyczną wyszukiwarkę internetową z początków działalności Google. Z tych niepamiętnych czasów, gdy robiona była z pasji anie dla pieniędzy. Punkt dla twórców. Minimalizm zawsze lepszy od zbędnego przepychu. Bo w końcu po co mi tapeta na stronie wyszukiwarki? Ja potrzebuję informacji, a nie wydłużonego czasu wczytywania.

Był plus to teraz będzie minus, a właściwie trzy. Po pierwsze ta czerwona poświata na górze: po co to komu?  Po drugie jestem mężczyzną i mam od urodzenia problem z nazewnictwem i rozróżnianiem barw, za co przepraszam, ale jak dla mnie zestawienie czerwony z niebieskim się gryzie. Po trzecie ten czerwony logotyp z nazwą diki jest do wymiany. Nie wiem czy to celowo inspiracja, ale mnie za bardzo kojarzy się z serwisem ask.com, chociaż przyznam, że chwilę czasu mi zeszło zanim przypomniałem sobie skąd go kojarzę. Jeśli taki był zamysł Twórców to OK.

Jeszcze w kwestii wyglądu: Reklama płatnego serwisu twórców wyszukiwarki eTutor.pl oraz strony fanowskiej na Facebooku wyglądem wprawdzie nie razi, ale niezbędne nie są. Proste i czytelne linki przenoszące do najważniejszych miejsc w serwisie to na pewno plus. No i poniżej logo różnych magazynów komputerowych. Chwalenie się referencjami,  opiniami i  nagrodami jak najbardziej na plus. Co do formy to mam mieszane uczucia. Te pomniejszone loga wyglądają nieco jak nekrologii, ale po głębszym zastanowieniu się nie przychodzi mi do głowy inny pomysł. Rozumiem, że autorzy chcieli się pochwalić sukcesami, ale jednocześnie nie odciągać uwagi odwiedzających od głównej części, czyli modułu wyszukiwarki. Ostatecznie kolejny plus.

Był wygląd to teraz czas na funkcjonalność. I znowu zacznę od głównej strony. Pod polem wyszukiwania na dzień dobry pojawia nam się sugestia przykładowych słów angielskich. Załóżmy, że algorytm trafi w nasz gust i podpowie szukane właśnie słowo – plus. Poniżej mamy trzy funkcjonalności. Pierwszą, czyli podcastami twórcy serwisu bardzo mile mnie zaskoczyli. Jeśli szukasz słowa w języku angielskim, to czemu przy okazji nie posłuchać nagrań radiowych w tym języku?  W końcu to doskonały sposób na obycie się z językiem. Bardzo prosty pomysł zasługujący na dużego plusa. Już nie trzeba szukać tego gdzie indziej. Druga rzecz to możliwość podłączenia wyszukiwarki diki.pl do najpopularniejszych przeglądarek internetowych Dzięki temu można sprawdzić słowo bez konieczności wychodzenia z obecnie przeglądanej strony. Plus dla twórców jednak nie za to, ale za jasne wręcz "łopatologiczne" zilustrowanie sposobów ustawienia tego dodatku w przeglądarce internetowej. no i trzecia rzecz, czyli gadżety dla webmasterów. Masz własną stronę www, bloga itp.? Chcesz ją dodatkowo uatrakcyjnić? Umieść kod z codziennie nowym słówkiem angielskim z obrazkiem i nagraniem. Możesz dodać również skrypt wyszukiwarki diki.pl na swojej stronie. Prosty zabieg "marketingowy", ale działa. Oczywiście plus.

Kończąc obserwację głównej strony wyszukiwarki to trzeba wspomnieć o jeszcze 2 ważnych rzeczach: możliwości zgłaszania błędu i kontakcie z twórcami serwisu. W pierwszym przypadku chwali się, że autorzy nie wychodzą z założenia że błędów popełnić nie mogą. Zdarzyć się może każdemu. Ten jeden link daje możliwość pewnej interakcji na linii użytkownik – autor. Kolejny plus. No i na koniec kontakt. Dobrze, że twórcy podali swój adres email. Nie ma nic bardziej denerwującego niż zamieszczenie jedynie samego formularza kontaktu. Wtedy człowiek nie wie czy mail dostał, czy ktoś go przeczytał itp. Daję plus.

Ufff. No to mamy główną stronę omówioną. Czas teraz dobrać się do… środka wyszukiwarki rzecz jasna. Według serwisu mamy w niej:

  • 108 594 haseł
  • 15 010 zdań
  • 15 529 obrazków

Wierzę na słowo. Sprawdzać nie będę.

Słownik dodatkowo potrafi:

  • Dokończyć wpisywane przez nas zdanie (autouzupełnianie)
  • Zasugerować poprawną pisownię wyrazu lub zdania, co jest bardzo potrzebny gdy nie jesteśmy pewni jak to się pisze.
  • Pokazywać wyszukiwane słowa w kontekście.
  • Zapamiętać ostatnio wyszukiwane słowa.
  • Automatycznie odtwarzać wymowę wyszukiwanych słówek i fraz, nagraną przez profesjonalnych brytyjskich lektorów
  • Tłumaczyć pełne zdania w języku angielskim (integracja z Google Translate)
  • Współdziałać  z płatnym systemem nauki języka angielskiego –  eTutor.pl (komercyjny projekt twórców diki.pl_
  • Na koniec dodatkowy plus za wersję mobilną wyszukiwarki

Podsumowując: Dla mnie serwis diki.pl to obecnie jedno z ciekawszych rozwiązań w Internecie. Wyróżnia go prostota i funkcjonalność. Z pewnością ułatwi naukę języka angielskiego. Tylko błagam: poprawcie szatę graficzną!.

A ty co sądzisz o diki.pl? Wyraź swoją opinię i weź udział w konkursie. Wygraj jeden z 4 rocznych abonamentów na naukę języka angielskiego w serwisie eTutor.pl. Więcej szczegółów szukaj na stronie www.jakubfrankiewicz.eu

Podziel się