922999_ligaes_importantes

Nowy pomysł telemarketerów

Każdy kto chociaż raz w życiu próbował sprzedać coś przez telefon wie, że praca telemarketera nie należy do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych, a i pewnie też nie można jej zaliczyć do najbardziej dochodowych, chociaż pewnie i od tej zasady zdarzają są wyjątki. Siedzi taki młody człowiek po kilka godzin w zatłoczonym call centre i wykonuje ileś tam połączeń do ludzi, którzy w zdecydowanej większości mają jego i prezentowaną ofertę w dalekim poważaniu. Pół biedy jeśli nagabywany kulturalnie wysłucha (lub nie) oferty do końca i powie dziękuję nie jestem zainteresowany. Gorzej, gdy w trakcie pracy zdarzy się kilkunastu “klientów”, którzy nie przebierając w słowach dosadnie powiedzą co myślą o takiej formie sprzedaży. Gdyby jednak tworzyć ranking produktów, które najtrudniej sprzedać przez telefon, to według mnie z kilku prostych powodów na podium znalazłaby się sprzedaż internetowych wizytówek firmy w jakimś katalogu branżowym:

  1. Takich katalogów i serwisów w internecie jest cała masa,
  2. Właściciele firm otrzymując nierzadko po kilka takich telefonów tygodniowo,
  3. Większość serwisów proponuje dokładnie to samo,
  4. Skuteczność takiej reklamy jest bliska zeru.

Przypuszczam zatem, że w tego typu biznesie rotacja pracowników jest ogromna, a ich skuteczność jest minimalna. Dlatego właściciele tych firm wciąż poszukują skutecznego sposobu na przekonanie “potencjalnych klientów” do swojej oferty. I trzeba przyznać, że ich kreatywność nie zna granic. Ostatnio miałem (nie)przyjemność zostać zaatakowany przy pomocy ich nowej metody nagabywania:

Z niezastrzeżonego numeru dzwoni Pani, która przedstawia się jako pracownik działu zamówień i prosi o potwierdzenie, że kurier może w poniedziałek przyjechać do mnie z umową i fakturą za przedłużenie wizytówki w ich serwisie. W tym momencie włączyła mi się czerwona lampka, więc pytam Panią, kto składał takie zamówienie. Na co uzyskuje informację, że Ja sam w trakcie rozmowy z telemarketerem 2 tygodnie temu. Na szczęście pomroczności jeszcze nie mam, więc tłumacze Pani, że:

  • Nie przypominam sobie takiej rozmowy,
  • W tym czasie byłem na urlopie za granicą, więc nie mogłem prowadzić takich rozmów, (To akurat do Pani nie trafiło, bo według niej w dzisiejszych czasach nie jest problemem odebrać rozmowy zagranicą. Pewnie i nie, ale z założenia na urlopie odbieram tylko niezbędne połączania, a to jeśli miało miejsce, nie zaliczyłbym z pewnością do tej kategorii),
  • Na pewno nie zdecydowałbym się na zamówienie, bo nie wierzę w skuteczność takiej reklamy.

Moje wyjaśnienia najwyraźniej nie mieściły się w wariantach scenariusza rozmowy, który Pani zapewne miała przed sobą i dlatego pośpiesznie obiecała wyjaśnić tą sprawę i przerwała połączenie. W jednym przypadku zapewne można byłoby potraktować jako wypadek przy pracy, z rozmów ze znajomymi wiem jednak, że oni również otrzymali takie same propozycje. Wygląda na to, że mamy do czynienia z kolejnym sposobem na nabijanie klientów w butelkę. Prędzej czy później trafi się bowiem ktoś, kto uwierzy że składał takie zamówienie, a przy kilkudziesięciu kontrahentach i fv miesięcznie nie trudno nie pamiętać wszystkich rozmów.

 

 

Podziel się