ludziezwierzete

Ludzie przeciwko zwierzętom / Jakub Frankiewicz – za darmo

ludziezwierzete

Jak podkreśla w swoim artykule Janusz Tazbir, sposób traktowania zwierząt w Polsce nie doczekał się jak dotąd osobnego opracowania. Badacze skupiali swoją uwagę głównie na problemie stosunku do przyrody jako całości. Problem okrucieństwa wobec zwierząt lub ich humanitarnego traktowania, stanowi problem przeniesiony niejako na margines. Dręczenie zwierząt długo nie pojmowano w kategoriach zbrodni czy grzechu. Trudno się takiemu poglądowi dziwić, skoro “istoty uważane za uzależnione” np. dzieci, chłopów czy służbę traktowano w sposób nazwijmy to ogólnie “brutalny” to trudno liczyć, aby zwierzęta spotkał lepszy los.

Okrucieństwo wobec zwierząt a wiara.

Wielu współczesnych badaczy twierdzi, że prawinowajcą spustoszenia środowiska naturalnego jest Biblia, a szczególnie Stary Testament. Jako jeden z przykładów podają ustęp z Księgi Rodzaju, w którym Bóg mówi do pierwszych rodziców: “Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną, abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszelką istotą żywą, która chodzi po ziemi” (Księga Rodzaju 1, 26-30). Krytycy chrześcijaństwa zwracają uwagę, iż jego triumfowi w Europie towarzyszyła ogromna skala okrucieństwa, na które Kościół nie reagował. Upowszechniło się przekonanie, że “świat zwierzęcy istnieje tylko dla pożytku i przyjemności człowieka?. Pogląd ten jest przyczyną twardego i bezwzględnego obchodzenia się ze zwierzętami. W całej Biblii trudno znaleźć bowiem miejsce, które nawet w pośredni sposób zabrania dręczenia zwierząt. O wiele łatwiej natrafić na informacje jakiej pomocy należy udzielić osobie, którego osioł upadł pod ciężarem. Zawsze chodziło o człowieka i jego sprawy. Chrześcijaństwo przyznając ludziom duszę, pogłębia tylko przepaść pomiędzy nimi a zwierzętami.

Z wielkich religii świata jedynie buddyzm poświęca uwagę problemowi okrucieństwa wobec zwierząt i nakazuje ich dobre traktowanie. Zarówno jednak Mojżesz, Chrystus czy Mahomet nie wypowiadają się na ten temat. Pisarze doby antyku i Średniowiecza swe zainteresowania zwierzętami ograniczają do kwestii spożywania lub też nie ich mięsa
Co ciekawe również wskazówki dotyczące karania zwierząt za występki brano z prawodawstwa Bliskiego Wschodu. Skoro całą Biblię uznano za świętą księgę chrześcijaństwa, również i karanie zwierząt stało się normą zwyczajową prawa i to nie tylko w Średniowieczu. Kamieniowano więc, jak nakazywała Księga Wyjścia, woły i konie winne śmierci człowieka, palono ule z pszczołami, wieszano koty za zjadanie gołębi lub inne narażenie się ludziom, ekskomunikowano węże oraz szarańcze. Krowy i klacze palno wraz z ludźmi, którzy przy ich udziale popełniali grzech sodomii. Robiono to, aby zatrzeć pamięć o tym występku, zwierzęta te uważano za nieczyste oraz z obawy przed narodzinami potworów.
Zabijanie zwierząt odbywało się z aprobatą wszystkich kościołów chrześcijańskich: protestanci nie różnili się pod tym względem od katolików. Dla jednych i drugich zasadniczym autorytetem był Stary Testament uczący bezwzględnego traktowania zwierząt.

Polowania.

W szlacheckiej Rzeczpospolitej bywało wielu myśliwych zarówno legalnych jak i nielegalnych. Trudno jednak znaleźć przeciwników tych polowań. Przyczynę stanowił charakter społeczeństwa staropolskiego: zaopatrzenie w dziczyznę odgrywało ogromną rolę w jadłospisie wszystkich warstw społecznych, aby można było nawoływać do rezygnacji z łowów. Zwierzyny było wówczas w lasach sporo, a wilki i dziki stanowiły zagrożenie dla ludzi i ich upraw.

W Polsce niezależnie od tego do jakich świątyń chodzono w niedziele, na polowania udawano się z równym zapałem i nie uważano tego za coś nagannego.

Jednostki potępiały polowania w Anglii dopiero w XVIII w. podobnie było w Polsce w okresie Oświecenia, gdzie Ignacy Krasicki nazywał je „morderstwem niewinnych”. We Francji krytyka polowań pojawiła się w XVII w. za sprawą Cyrano de Bergerac. Za równo w Anglii, w Polsce czy we Francji nic nie robiono sobie z tych protestów. Stanowiły one niezbywalny przywilej warstwy rządzącej, potwierdzający jej wysoką pozycję społeczną.

Warto również zauważyć iż żaden dawny słownik czy leksykon polszczyzny nie mówi o “okrucieństwie” jako domenie ludzkiego działania, ale jako o zachowaniu zwierząt względem ludzi. Pogodził się z tym Kościół katolicki, o czym świadczy liczba posiadanych przez myśliwych patronów Np. św. Hubert, św. Eustachy, Idzi, Sebastian itp. Daremnie próbowano także zabronić duchowieństwu polowań. Wielokrotne zakazy nie przyniosły skutku. Jak mówi świecka satyra, księża woleli wydawać pieniądze na psy myśliwskie, niż wspomóc groszem potrzebujących. Skoro duchowni korzystali z uroków polowań, to czemu osoby świeckie miały się tego przywileju pozbyć? Ważnym wydarzeniem było także zniesienie przez Zygmunta Augusta (XVI w.) kary śmierci za kłusownictwo i zamiany jej na więzienie. W innych państwach europejskich kary były znacznie surowsze od wieszania, przez zaszywanie w skórze jelenia i rzucania psom na pożarcie, przywiązywania do dzikiego zwierzęcia i puszczania w las do oślepiania. Ogół społeczeństwa nie dostrzegał w polowaniu cech, które wskazywały na okrucieństwo.

Los zwierząt domowych.

Szczególnym upodobaniem do dręczenia ludzie wykazywali się w stosunku do kotów, zwłaszcza czarnych. Miło to swoją podstawę w wierze, że w kotach ukrywa się diabeł. Wiara ta przetrwała na wsiach do XIX wieku. Za przesąd ten przez wieki życiem zapłaciło tysiące ?mruczków?, którym zaciskano ogon w drewno, aby wypędzić z nich szatana. Można to jednak uznać za niewinna szykanę, w porównaniu z wrzucaniem, żywych kotów do ognia.

Zabiegi o charakterze obronno-magicznym mieszały się z elementami okrutnej zabawy. W wielu krajach palono koty podczas karnawału w środę popielcową oraz w dzień św. Jana, a w święto Wniebowstąpienia koty zrzucano z wieży kościoła (także w Polsce). We Francji worek lub kosz z kotami, wieszano nad stosem, który później zapalano. Była to ulubiona zabawa kolejnych władców i ich synów. Rytuał ten trwał od rządów Ludwika XI do XVIII stulecia. Z kolei w Anglii przeciwnicy papieża tworzyli jego kukłę i zaszywali w niej żywe koty. Dźwiękiem wrzasków wydawanych przez żywcem palone kociaki delektował się tłum gapiów. Innym sportem Brytyjczyków było strzelanie na wiejskich jarmarkach do kosza z kotami. Żywe koty zakopywano także w fundamentach domów i na rozdrożach dróg. Szczególną formą okrucieństwa było tworzenia tzw. “kocich organów” (koty ciasno wsadzano do skrzynki, a potem ciągnięto je za ogony).

Wieszanie lub topienia kota stanowiło od starożytności temat jednej z zabaw literackich, polegających na układaniu żartobliwych nagrobków dla zwierzaków. W nurt ten wpisał się także nasz Jan Kochanowski. Także literatura naukowa była niechętna kotom. W XVI ksiązki do łaciny jako jeden z przykładów podawały zdanie “ja nienawidzę kotów”.

O ile w Anglii XVIII stulecia stosunek do kotów uległ wyraźnej poprawie, to w Polsce nadal pozostawał pełen nieufności. Okrucieństwo wobec kotów usprawiedliwiano ich fałszywym i drapieżnym charakterem oraz niebezpieczeństwem wynikającym z kontaktów z diabłem i czarownicami. Wraz z zakończeniem procesów o czary skończyło się lub osłabło prześladowanie kotów.

Największym okrucieństwem wobec zwierząt wykazywali się mieszkańcy miast. Koty czy psy traciły w mieście swe pierwotne funkcje i stały się narażone na agresje. To także w mieście ogromną popularnością cieszyły się objazdowe cyrki z dzikimi zwierzętami, maltretowanymi dla uciechy gapiów. Można powiedzieć, że na jednym biegunie znajdowały się zwierzęta faworyzowane np. papugi, sroki, pieski i kotki czy psy na dworach szlacheckich pieszczone aż do przesady. Na drugim biegunie zaś zwierzęcej doli znajdujemy bezdomne zwierzęta, które przestały być ludzkimi faworytami. Były one torturowane i zabijane na różne sposoby. Okrucieństwo wynikało z wierzeń magicznych, chęci wymierzenia kary czy pragnienia zabawy. Zawsze jednak było związane z systemem wielostopniowych uzależnień. Rodzice znęcali się nad dziećmi, te zaś odpłacały się w ten sam sposób zwierzętom nie przypadkiem dręczenie zwierząt zaczyna być potępiane dopiero wówczas, gdy tortury ulegają stopniowej eliminacji z procesu sądowego, a szkoła stara się ograniczyć chłostanie uczniów. Także polowania zyskują coraz więcej przeciwników.

Okrucieństwo a moralność.

Wydawać by się mogło, że po zacofaniu panującym w Średniowieczu, wraz z nadejściem ery nowożytnej los zwierząt ulegnie poprawie. Nic bardziej mylnego. Okrucieństwo w stosunku do zwierząt nie uległo osłabieniu, a raczej możemy mówić o utrzymaniu się pewnych tendencji. Poniekąd jest to wina Kartezjusza, który zwierzęta nakazywał traktować jako “maszyny” i w ten sposób trzeba było interpretować ich zachowanie.

W katechizmach, które ukazywały się w Polsce XVIII wieku brak pouczeń, że grzechem jest również dręczenie zwierząt. Mało komu przychodziło do głowy refleksja, że krzywdzenie zwierząt może pozostawać w sprzeczności z chrześcijańską moralnością. Problem stosunku do zwierząt nie zaprzątał nigdy uwagi staropolskich pedagogów, kaznodziejów czy satyryków. W sfery moralności oraz etyki wchodzono dopiero wtedy, gdy w niektóre zwierzęta wcielały się złe duchy lub kiedy w bajkach, mających przekazać pewną naukę moralną, zwierzą występowało jako personifikacja ludzkich wad czy zalet.

Zwierzęta nie pojawiają się w ogóle w naukach moralnych, które tak często występowały w dobie Oświecenia, choć wówczas ulega odnowieniu wywodzące się z antycznej Grecji przekonanie, iż istnieje ścisły związek między okrucieństwem przejawianym wobec zwierząt a ich stosunkiem do bliźnich, między torturowaniem psów czy kotów a okrucieństwem w ogóle. Tę samą myśl odnajdujemy w Wielkiej Encyklopedii francuskiego Oświecenia. Czytamy tam, że okrucieństwo wynika m.in. z przyzwyczajenia do rozlewu zwierzęcej krwi. William Hogarth w swym dziele o okrucieństwie przedstawia stopniową degradacje ludzkiej moralności: jako dziecko wiesza on koty za ogon na latarni i żywcem obskubuje ptaki, następnie pasjonuje się walkami kogutów, by stać się rzeźnikiem a potem mordercą.

Pierwszą w języku polskim naukę, iż Bóg pozwolił wprawdzie człowiekowi uśmiercać zwierzęta na własny pożytek, ale męczyć ich nie powinien, ani też z ich zabijania czerpać przyjemność i nie robić tego ze złej woli znajdujemy dopiero w wydanych w 1795 r. w Królewcu podręczniku dla szkół mazurskich przetłumaczonych przez Józefa Olecha.

Zarówno Niemcy jak i Anglia szybciej potępiły okrucieństwo wobec zwierząt niż Polacy. Związane jest głównie z zapóźnieniem rozwoju u nas myśli oświeceniowej.

Poprawa zwierzęcego losu.

Istniały jednak zwierzęta będące pod szczególnym ochroną np. psy myśliwskie czy konie rasowe. Na ich utrzymanie nie żałowano pieniędzy. W Polsce dbano także o zwierzęta gospodarne m.in. mleczne krowy, konie pociągowe. Robiono to jednak z pobudek ekonomicznych, nie zaś moralnych. W społeczeństwie polskim istniały także pewne przesądy. Wierzono, że zabicie bociana sprowadzi na sprawcę gniew Boga, a zabicie słowika zasmuca anioły. Nie zmienia to jednak faktu, że ich języki były ulubionym przysmakiem pańskich stołów. Nie bez znaczenia dla stosunku wobec zwierząt był rozwój sztuki kulinarnej. Potrawy zamieszczane w książkach kucharskich (np. Kuchnia polska regionalna ) mogły stanowić inspiracje dla okrutnych praktyk. Znajdziemy w tych księgach przepisy jak upiec drobne ptaki w cieście, jak utuczyć gęś gałkami wpychając pręt do dzioba, albo jak upiec gęś, aby jeszcze żywa trafiła na stół i tak pozostała do czasu całkowitego zjedzenia.

Jak się wydaje, istotny wpływ na zmianę stosunku do zwierząt miała literatura piękna. Dopiero w latach 20 XIX w. w czasopismach dziecięcych i młodzieżowych znajdują się nieśmiałe napomnienia o konieczności lepszego traktowania zwierząt. W stosunku człowieka do przyrody oraz zwierząt można wyróżnić dwa okresy. Pierwszy to czas gdy wierzono, że zwierzęta i przyroda stanowi zagrożenie dla ludzi. Przekonanie takie trwało bardzo długo. Np. las, góry czy morza traktowano jak szlaki komunikacyjne, które pełne są zagrożeń dal człowieka i które człowiek musi wyeliminować (zabijanie wilków). W tym czasie mamy do czynienia z okrucieństwem wobec zwierząt, które usprawiedliwiano na różne sposoby. Obowiązywała zasada: ujarzmić i wykorzystać, a w razie oporu zniszczyć.

Dopiero drugi okres przynosi postulat zaprzestania niszczenia przez człowieka środowiska naturalnego i zaprzestania okrucieństwa wobec zwierząt. Na koniec warto powiedzieć, że pierwszym międzynarodowym aktem prawnym, który reguluje kwestie traktowania zwierząt, jest Światowa Deklaracja Praw Zwierzęcia UNESCO z 1978 r. Deklaracja ta zakłada, że “żadne zwierzę nie może być przedmiotem maltretowania i aktów okrucieństwa”. Kto mógł przypuszczać w XVI- XVIII wiekach, że ochrona natury stanie się programem politycznym wpływowych partii.

LUDZIE PRZECIWKO ZWIĘRZĘTOM” (w): TAZBIR: “Okrucieństwo w nowożytnej Europie” by Jakub Frankiewicz – www.jakubfrankiewicz.eu is licensed under a  Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 3.0 Polska License

Podziel się